Beata J. Gawryszewska
Architektura partycypacyjna w budowaniu systemów terytorialno – krajobrazowych.

Participating architecture in the landscape-area systems creating.

Abstract: Old cultural landscape and the oldest landscape-area systems are always built by the local communities. Cultural landscape has its structure, which is very important for the residents. It gives him psychical background and existential comfort. Strangers can see values, which the landscape include. Protection of the cultural landscape help to keep identity and character of places. Knowledge about this structure and origin of the landscape can prevent globalisation and help to protect landscape diversity. Preparing landscape study of WSM Żoliborz Centralny the author can understand, that there are forms in the space used by the community, created specific code of meanings. These forms help to define social relationships in common used space. The housing estate designed in 20th years of XX century by participants and sympathizers of CIAM was dedicated to people, who common uses a space and creates a community there. Social space values find its images in “visual space”. In this paper we tried to show the meanings of each particular visual spaces: idea of cooperation, identity of place and human need to property, create his place in space, as same as do it in the community. Participation of local communities in the landscape creation is the important part of this origin. This is the primary necessary of life and must be satisfy.

 

Najstarsze w naszej kulturze systemy terytorialno krajobrazowe to przestrzenie egzystencjalne wspólnot ludzkich – struktury osadnicze, wsie i miasta, osiedla i siedliska, wyjątkowe poprzez zróżnicowanie regionalne, zmienność historyczną i przyrodniczą. Krajobraz jako system łączy w sobie warstwy przyrodnicze, kulturowe i społeczne. To społeczności lokalne tworzą swój krajobraz kulturowy, uwarunkowane podstawami przyrodniczymi swego regionu. Krajobraz kulturowy ma swoją strukturę, ważną dla mieszkańców ze względu na psychologiczne podstawy i komfort  egzystencji oraz dla przyjezdnych ze względu na czytelność przekazu wartości, które krajobraz w sobie zawiera. Struktura ta od początków osadnictwa była kształtowana przez ludzi przeradzając się w tradycję budowania, która przetrwała aż do czasów współczesnych. Dziś kiedy infrastruktura i technologia pozwalają na niemal dowolne kształtowanie naszego otoczenia, znajomość struktury krajobrazu kulturowego i mechanizmów jej powstawania może zapobiec globalizacji krajobrazu i zatarciu się indywidualnych różnic, stanowiących o tożsamości miejsc, a tym samym przyczynić się do ochrony naszego dziedzictwa krajobrazowego.

Najpierw parę słów o tym, co to jest partycypacja... W źródłosłowie ma ona uczestnictwo (participare) i branie (capere) – a więc branie na siebie uczestnictwa. Ma to chyba coś wspólnego z odpowiedzialnością... współodpowiedzialnością.

Wiek dwudziesty przyniósł ludziom poczucie odpowiedzialności za losy swoje i środowiska w którym żyją. Ten wzrost świadomości związku kultury ze środowiskiem, z jakiego człowiek wyrósł i fizjologią postrzegania środowiska, spowodował zmianę poglądów na temat architektury – sztuki kształtowania przestrzeni, która wywarła bodaj największy wpływ na krajobraz antropogeniczny.

Psychologiczne teorie osobowości i psychologia percepcji wspierane sztuka jako doświadczeniem Johna Deweya i antypozytywistyczną epistemologią Diltheya widziały architekturę jako wyraz psychospołecznej postawy twórcy, jako wynik działania historii i psychologii. Teoria środowiskowa – fundamentalna zasada teorii architektury i badań w XX wieku, sformułowana w 1896 roku przez B. Fletchera i głosząca, że kształt obiektu architektonicznego jest determinowany przez szereg czynników środowiska (teoria wyznawana przez naszego wybitnego architekta i teoretyka architektury dwudziestolecia międzywojennego – Tadeusza Tołwińskiego) poprowadziła już wprost do teorii socjologicznych w architekturze Na ich podstawie twierdzono, że architektura to aktywność (współuczestnictwo) mające na celu wspólną przemianę przestrzeni w pewną strukturę. Z punktu widzenia socjologii kultury (Florian Znaniecki) architektura definiowana zatem była jako zbiorowe wznoszenie i ozdabianie budowli publicznych i prywatnych pod kierunkiem architekta rozumianego jako zawodowy lider zespołu realizacyjnego.[1] Psychologia środowiskowa święci dziś triumfy w badaniach nad architekturą i krajobrazem kulturowym, ostatecznie wiążąc stan środowiska z kondycją człowieka i wspólnot ludzkich. Przyjrzyjmy się jednak drodze, którą przebyła teoria urbanistyki, zanim znalazła się we wspólnym nurcie z psychologią.

 

Utopie i realia partycypacji

Idee społeczne, które pojawiły się już na początku XIX wieku, zmieniły na zawsze spojrzenie na problem miasta, zwłaszcza zaś nierówności warunków zamieszkiwania różnych grup społecznych. W 1799 roku Robert Owen, właściciel przędzalni pod Glasgow, po wprowadzeniu różnych udogodnień socjalnych dla robotników w swojej fabryce, stworzył koncepcję rolniczo-przemysłowych „wiosek zgody i harmonii” (vilages of unity), dla 1000 osób każda. Jednocześnie Francois Fourier zaproponował swoja koncepcję falansteru. Ona również polegała na podziale dużych społeczności na stosunkowo małe grupy, po 1600-1800 osób, tak aby w miejscu zamieszkania zapewnić nawiązanie się bliskich więzi społecznych pomiędzy ludźmi. W XIX wieku powstawały tzw. miasteczka patronalne, budowane przez fabrykantów np. Saltaire, założone w 1851 r. przez Tytusa Salta, Bounwille, założone w 1879 r. przez fabrykanta George’a Cadbury’ego w okolicach Birmingham, czy nieco wcześniejsze miasteczko Port Sunlight, założone w 1887 r., przez przemysłowca W.H. Levera w hrabstwie Cheshire. To ostatnie odznaczało się już, w porównaniu choćby z Saltaire, bardzo staranną kompozycją planu i dużą ilością zieleni, w tym prywatnymi ogródkami dla mieszkańców.

Działanie teoretyków- utopistów zmieniały spojrzenie na potrzeby mieszkańców miast.  Jak pisze Sławomir Gzell „zaczęto podnosić konieczność zapewnienia wszystkim kontaktu z zielenią, ale też stworzenia z mieszkańców zwartych społeczności o wykrystalizowanej świadomości tego, co można wnieść do wspólnoty zajmującej określony teren i czego można w zamian oczekiwać.”[2]

Na pożywce tych idei narodziła się koncepcja miasta-ogrodu Ebenezera Howarda. Miało ono łączyć w sobie zalety miasta i krajobrazu wiejskiego, wystrzegając się przy tym jego wad. Pierwsi mieszkańcy pierwszego miasta-ogrodu – Lethworth mieli „świeże powietrze, świetlisty horyzont i domek z ogródkiem”. W pierwszym rzędzie zaskakiwało ich to, że nie są anonimowi, że w małym zespole (pamiętajmy o podziale miasta na niewielkie dzielnice), jak w małym mieście, stają się znaczącą osobistością. Kreowało to poczucie pełnej osobowości, za którą szła swoboda poczynań, stymulowana jednakże świadomością, iż to, co się powie lub zrobi, wpłynie, w oczach grupy, na własny obraz.[3] Możliwość posiadania na własność domu i ogrodu była równie ważna, ponieważ dom i ogród to podstawowe minimum egzystencji, niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania osobowości człowieka.[4]

W 1923 r. Clarence Artur Perry przedstawił swoją koncepcję Neighborhood Unit – jednostki sąsiedzkiej. Wzorował się na miejscu swojego zamieszkania, niewielkim przedmieściu Forest Hill Gardens, Long Island w Stanach Zjednoczonych. Wszelkie akcje, od politycznych do ogrodniczych, przeprowadzano tam na zasadzie „zrób to sam”. Pozwalała na to homogeniczność społeczna, identyfikacja członków społeczności i swobodny sposób życia, wynikający z odsunięcia miejsca zamieszkania od zadymionego miasta, w kierunku ogrodów i terenów zieleni.

Podobny cel – integrowania społeczności i stwarzania im lepszych warunków życia miała Jednostka Marsylska Le Corbusiera (1947). Tak pisał o niej wybitny teoretyk architektury współczesnej Charles Jencks: „...mieszkańcy (Jednostki), którzy tworzą kolektyw, są zgromadzeni jak w małej wiosce i współżyją ze sobą, nie tracą jednak nic ze swego indywidualizmu, tak jak to się dzieje w małych miasteczkach... Jest to architektura, która prowokuje, aby ją zmieniać i nadawać jej indywidualny charakter. W każdym razie stwarza mocne ramy dla zróżnicowanego życia miejskiego... przestrzeń handlowa... spokojne, wytworne wnętrze, tuż pod ręką, gdzie pani domu może przyjść w papilotach i nocnych pantoflach, nie czując się skrępowana... miejsce to stwarza silne poczucie więzi społecznej”[5]

Działalność grupy architektów europejskich, zrzeszonych na kongresach CIAM[6], do których należał Le Corbusier, znalazła swój szeroki oddźwięk w Polsce. Do czołowych polskich przedstawicieli „nowej myśli społecznej” należeli Barbara i Stanisław Brukalscy – autorzy koncepcji pierwszego polskiego osiedla spółdzielczego Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej na Żoliborzu.

Osiedle szybko jednak przestało oznaczać miejsce osiedlenia się ludzi, miejsce ich życia, a stało się nazwą grupy równocześnie budowanych domów. Naturalną reakcją na „aspołeczność” przestrzeni osiedlowej było więc pojawienie się programów, w których priorytetem stało się jej ponowne uspołecznienie.

 

Poczucie tożsamości i identyfikacja z miejscem

Co rodzi przywiązanie człowieka do miejsca? Dobre stosunki społeczne w miejscu zamieszkania? A może odwrotnie – ludzie, którzy lubią swoje miejsce zamieszkania, chętniej też nawiązują stosunki z sąsiadami? „Odpowiedź pozytywna w pierwszym przypadku oznaczałaby potrzebę takiego projektowania osiedli i budynków, aby te stosunki wzmacniać, na przykład poprzez zaplanowanie przestrzeni wspólnej, w której mieszkańcy mogliby się spotykać, poprzez projektowanie budynków zmniejszających anonimowość mieszkańców (niewiele mieszkań na piętrze, niewielka liczba pięter) itd. W recepty tego typu obfitują te nurty w architekturze, które próbują przywrócić ludzki charakter budowanym dzielnicom i osiedlom mieszkaniowym. Na szczególną uwagę zasługują tu wzorce ponadczasowego budowania, proponowane przez amerykańskiego architekta europejskiego pochodzenia, Christophera Alexandra[7], czy bardzo doń zbliżone propozycje urbanistyczne ruchu zwanego „nowym urbanizmem”, którego sztandarowymi przedstawicielami są amerykańscy planiści Andreas Duany i Elisabeth Plater-Zyberk.[8] Próbują one odtworzyć elementy tradycyjnego miasta, zrywając z jednej strony z anonimowością i monotonią wielopiętrowej architektury modernistycznej, z drugiej – z niekontrolowanym rozlewaniem się jednorodzinnej zabudowy mieszkaniowej na amerykańskich przedmieściach. Proponują one w zamian zabudowę bardziej zwartą, przyjazną dla osób pieszych, a zatem sprzyjającą integracji społecznej mieszkańców różnych generacji. Propozycje te zbieżne są też z nowoczesnymi rozwiązaniami realizującymi zasady zrównoważonego rozwoju współczesnego miasta, a także takiego projektowania przestrzeni mieszkalnej, która spełniałaby kryterium przestrzeni bezpiecznej (ang. defensible space). To ostatnie pojęcie wprowadzone zostało przez amerykańskiego urbanistę, Oscara Newmana.[9] Jest on autorem programu rewitalizacji niebezpiecznych dzielnic w miastach amerykańskich poprzez wyznaczanie w nich tzw. mini-sąsiedztw (ang. mini-neighbourhoods), czyli takich obszarów, które społeczność lokalna uznaje za własne terytorium”.[10]

Pomysłem na naszą tożsamość w obliczu wejścia do Europy jest krajobraz kulturowy, a dokładniej wspólne jego kształtowanie i ochrona przez wspólnoty lokalne.

Jest to również pomysł na ład przestrzenny – tworzony w ramach umowy społecznej, wspólnoty interesów i poglądów. Mamy je już określone na temat ekologii, ratowania ginących gatunków, opieki nad zabytkami architektury i sztuki. W dziedzinie krajobrazu kulturowego – struktury naszej przestrzeni egzystencji, trzeba je dopiero sformułować.

 

Jak to się robi na świecie?

Christopher Alexander w 1977 roku zaproponował wizję architektury i urbanistyki, w której kształtowaniu biorą udział sami użytkownicy. Jest ona odpowiedzią na wszechobecne zjawisko marginalizacji społecznej i izolacji przestrzeni w mieście, gdzie z jednej strony powstają luksusowe apartamentowce, z drugiej z kolei istnieją podlegające degradacji, podobne do gett, osiedla. Aby zaradzić temu procesowi, wiele miast pokusiło się o eksperymenty z architekturą partycypacyjną. Przykładem może być projekt przeprowadzony w Stanach Zjednoczonych w związku z programem rewaloryzacji krajobrazu „Seattle Neighbourhood 2014”. W jego ramach przy współudziale mieszkańców urządza się parki i zieleńce osiedlowe. Miałam przyjemność współuczestniczyć w realizacji projektu zieleńca w starym osiedlu domów jednorodzinnych, gdzie dobudowano kilka domów dla bezrobotnych. Niewielki park zaprojektowano przeprowadzając szerokie konsultacje wśród społeczności lokalnej – mieszkańcy mogli wypowiedzieć swoje zdanie na temat proponowanej koncepcji. Kiedy przygotowano już teren i rozplantowano ziemię – urządzono festyn, na którym wszyscy sadzili rośliny. Wspólnie pracowali zarówno starzy jak i nowi lokatorzy osiedla, co skutecznie przełamało nieufność „tubylców” do „przybyszów”.

Inna odmiana architektury partycypacyjnej uprawiana jest przez władze miejskie Paryża. Oddaje się tam na określony czas w ręce mieszkańców tereny w przyszłości (za 6-8 lat) przeznaczone pod większe inwestycje. Póki co powstają tam tymczasowe ogródki działkowe i miejsca te nabierają nowej jakości, tożsamości, unikając losu kryminogennych przestrzeni niczyich Oskara Newmana.

Zanim jednak Alexandrowi przyśniło się o architekturze partycypacyjnej, w latach dwudziestych ubiegłego wieku, na warszawskim Żoliborzu powstało osiedle WSM. Osiedle zostało zbudowane w latach 1926-48 przed młodych, sympatyzujących z grupą „Preasens” architektów: Bruna Zborowskiego, Barbarę i Stanisława Brukalskich, Jana Chmielewskiego i Juliusza Żakowskiego. Stanowiło część Nowego Żoliborza – dzielnicy nawiązującej do idei miast-ogrodów Howarda. Działały tu kluby, biblioteki, sklepy spółdzielcze, łaźnie i pralnie. Powołano też osiedlową wspólnotę pod nazwą Towarzystwo „Szklane Domy", która spełniała cele oświatowe i była ośrodkiem samopomocy lokatorskiej. W latach 40. Barbara Brukalska, prowadząc teoretyczne studia nad zasadami budowy osiedli mieszkaniowych, wprowadziła ideę „zielonego rdzenia osiedla” jako centrum życia społecznego. Miał nim być park.

Barbara Brukalska pisząc swoje „Zasady społeczne projektowania osiedli mieszkaniowych” każdej wspólnocie, zamieszkującej określoną przestrzeń, przyporządkowała otwarte tereny zieleni; parki lub bardziej kameralne tereny zieleni – ogrody. Każda zaś ze wspólnie użytkowanych przestrzeni posiada określony repertuar znaczeń w procesie jej postrzegania. I tak tereny otwarte doliny Wisły w Warszawie egzemplifikują wartości społeczności całej Stolicy, promienisty system zieleni Żoliborza wokół Cytadeli z parkiem Żeromskiego i zielonymi alejami – społeczności Żoliborza, park Żywiciela – wspólnoty osiedlowej, a zielone dziedzińce z kameralnymi ogrodami – wartości społeczne wspólnoty pojedynczej kolonii – idee spółdzielczości i tożsamości lokalnej.[11] Część dziedzińca, przeznaczona na zieleń była urządzona na stałe, dozorca kosił trawniki, podlewał i pilnował porządku; własne pomysły na ogród, takie jak sadzenie krzewów, czy uprawianie ogrodu było niemożliwe. Poczucie wspólnoty w ramach jednego miejsca, jednej przestrzeni nie musiało jednak wtedy wyrażać się tak dobitnie - we wspólnym kreowaniu tej przestrzeni – ogrodu na dziedzińcu, ponieważ użytkowano wspólnie wiele innych przestrzeni. Mieszkańcy WSM przebywali razem, bo mieli wspólną pralnią, łaźnię, spotykali się na przystanku, w sklepie, mieli większy wpływ na rządzenie osiedlem i pamiętając jeszcze wspólne początki spółdzielni, mieli na to ochotę.

Mimo tej w swoich podstawach mocno umniejszającej rolę jednostki ideologii, modernizm Barbary Brukalskiej, ten wyrażony w architekturze i krajobrazie osiedla miał jeszcze ludzkie oblicze i ludzką skalę. Pierwszą wytyczną do projektowania osiedli, jaką Brukalska sformułowała była ... wolność. „Należy dążyć do zapewnienia mieszkańcom maksymalnej wolności życia osobistego w granicach wyznaczonych przez równe prawo do wolności pozostałych mieszkańców”, pisała, określając dalej dopuszczalne granice ingerencji architekta w styl życia użytkowników osiedla: „...Należy umożliwić, a nie narzucać nowe sposoby życia. Zbędne zmniejszenie swobody życia przyszłego mieszkańca jest nadużyciem władzy spoczywającej w ręku budującego”. Zieleń miejską podzieliła zaś na bardzo specyficzne kategorie – od podmiejskich terenów leśnych (miała tu zapewne na myśli Lasek Bielański), poprzez parki publiczne i osiedlowe, po ... skrzynkę z pelargoniami na parapecie okna. Ta po raz pierwszy sklasyfikowana jako „zieleń miejska” skrzynka z kwiatami otworzyła drogę do przestrzennego usankcjonowania potrzeby posiadania własnego ogrodu w mieście, nawet w namiastce, a kształtowane w ten sposób zieleń otwierała drogę do partycypacji społecznej w kształtowaniu przestrzeni osiedla, które samo w sobie było efektem partycypacji spółdzielców w idei budowania.

 

Typy zieleni miejskiej wg Barbary Brukalskiej (Zasady społeczne..., 1948)
   The types of urban green by Barbara Brukalska (
Zasady społeczne..., 1948)

 

I tak też się stało. Mimo regulaminowych ograniczeń zielone dziedzińce zaczęły żyć własnym, wyłamującym się spod sztywnych zasad, życiem. Lokatorzy coraz częściej traktowali użytkowane przestrzenie mieszkań i dziedziców tak, jakby były to ich własne posesje. Ludzka osobowość nie rozwija się bowiem prawidłowo w przestrzeni pozbawionej statusu jego własności. Ludzie nie samorealizują się w domach, które nie należą do nich na własność. – jak twierdzi Christopher Alexander. Wszelkie formy wynajmu – zarówno prywatnego, jak i w sektorze publicznym, stoją w sprzeczności z naturalnymi procesami decydującymi o stabilności, zdrowiu i samoświadomości społeczeństwa. Czy społeczność pozbawiona samoświadomości potrafi w takim razie stworzyć dojrzałe struktury przestrzenne? Myślę, że są one kreowane na miarę tej samoświadomości, skondensowane i zminimalizowane w swojej formie, ale tym ważniejsze dla przetrwania w skrajnych warunkach, a więc niezwykle potrzebne.

Potrzeba własności przestrzeni egzystencjalnej znalazła wyraz w pojawiających się spontanicznie ogródkach bylinowo-sezonowych pod oknami mieszkań. Dziś pełnią one rolę przedogródków, wprowadzając niezbędny bufor pomiędzy prywatną przestrzenią mieszkania, a społeczną przestrzenią środkowej części dziedzińca, przeznaczonej do wspólnego użytkowania. Zachowana więc zostaje w szczątkowej formie struktura współczesnego ogrodu rodzinnego, z przenikającymi się przestrzeniami styku domeny prywatnej i publicznej, gdzie tworzy się domena społeczna. W remontowo-budowlanej rzeczywistości PRL-u, kiedy z każdym kolejnym remontem zaczęły zanikać indywidualizujące architekturę WSM-u, oryginalne detale architektoniczne, ogródki te przejęły również funkcję dekoracji na tle poszarzałych, pozbawionych detalu, monotonnych elewacji bloków. Na miejsce detalu architektonicznego pojawiał się „zielony”, naturalny ornament.

Dopiero dziś, po osiemdziesięciu latach zielone dziedzińce Czerwonego Żoliborza maja okazję spełnić powierzone im przez Barbarę Brukalską zadanie. Dowiedziono bowiem, że nic tak dobrze nie integruje wspólnoty osiedlowej i nie sprzyja tworzeniu się społeczności, jak wspólne użytkowanie powierzonego jej krajobrazu. Model użytkowania dziedzińców zmienił się poprzez lata na tyle, że dziś, w obliczu kryzysu formalnego w projektowaniu zieleni osiedlowej, związanego ze schyłkiem myślenia o niej jako o dekoracji, „estetycznego” dodatku do architektury, już nikt nie będzie zastanawiał się, czy dopuszczenie mieszkańców do wspólnego zagospodarowywania przestrzeni dziedzińców jest słuszne i celowe. Zaangażowanie mieszkańców jest bowiem kluczem do długoterminowych zmian w architekturze krajobrazu. R. G. Ames stwierdził, że przeżywalność roślin użytych do nasadzeń zieleni miejskiej bardziej zależała od czynnego udziału społeczności w procesie planowania i wykonywania nasadzeń, niż od czynników biologicznych. Zaangażowanie w proces kształtowania otaczającej ludzi przestrzeni sprawia również, że zaczynają się oni z tą przestrzenia identyfikować i czują się za nią odpowiedzialni. Osiedlowe ogrody mogą stanowić fundament dla integracji lokalnych społeczności czego żywym przykładem są wzorcowe ogrody w Newarku, Nowym Jorku czy też okolicach Liverpoolu.  Prace ogrodnicze pozwalają nakreślić linię łączącą rozwój i urbanizację przestrzeni życiowej i nierozerwalność człowieka z naturą.  Rola osoby prowadzącej program ogranicza się do wspierania i umacniania pozycji lokalnego lidera tak aby większość decyzji pozostawała jednak w gestii wspólnoty, zaś rola architekta krajobrazu – do nakreślenia ram ładu przestrzennego, w które mogą wpisywać się pomysły mieszkańców.

Zaniedbane, zdewastowane tereny wskazują na brak kontroli nad nimi ze strony zarządcy oraz zamieszkujących je ludzi. Ten brak kontroli nad przestrzenią życiową przenosi się pośrednio na poziom satysfakcji życiowej i zwiększa stres. Aby zaradzić tym mechanizmom, wiele wielkomiejskich ośrodków pokusiło się o wprowadzenie programów architektury partycypacyjnej, zakładających wspólne kształtowanie przestrzeni wokół budynków przy udziale ich mieszkańców. Założenia tych programów opierały się głównie na udziale lokalnych społeczności na każdym etapie od tworzenia projektu do jego wykonawstwa. Uczestnictwo lokalnych liderów w programie aktywizowało mieszkańców, przywracając im poczucie sprawstwa i dumę z zamieszkiwanej okolicy.

Konieczność zachowania właściwej struktury przestrzeni egzystencjalnej

Przestrzeń rzeczywista to przestrzeń w jakiś sposób uporządkowana.[12] Powołana z chaosu do istnienia dzięki swemu ładowi, strukturze. Wszelka inna przestrzeń otacza człowieka jako wrogi, nieuformowany świat. Przestrzeń uporządkowana to Kosmos; homogeniczna, jednorodna – Chaos. Człowiek dokonuje porządkowania przestrzeni w swoim umyśle przedrefleksyjnie, dzięki temu może ją zapamiętać i komunikować się z nią, jako ze swoim postrzeżeniem. Kształtować świat według swego ciała.[13] Ciało bowiem nie tylko zajmuje przestrzeń, ale poprzez swoje intencje rządzi nią. Przez samą fizyczną obecność człowiek podporządkowuje przestrzeń określonemu, stałemu schematowi. To co z przodu jest więc w naturalny sposób ważniejsze od tego co jest z tyłu, a centrum jest ważniejsze od peryferii.[14] Przekłada się to na strukturę siedliska, w którego centrum stoi dom, a przed nim znajduje się reprezentacyjny ogród frontowy.

Optymalną formą przestrzeni egzystencjalnej jest siedlisko składające się z domu w ogrodzie (domeny prywatnej) i domeny sąsiedzkiej w postaci wspólnej przestrzeni ulicy i terenów należących do wspólnoty. Niezwykle istotny staje się w tym układzie fenomen – obraz przedogródka – przestrzeni półprywatnej i zarazem półspołecznej, gdzie w formie pełnego znaczeń kulturowych programu ogrodowego (formy rytmiczne, ozdoby, kolorowe kwiaty) wyraża się symbolikę izolacji i otwarcia, artykułując dynamikę granicy domeny prywatnej i wspólnej. Użytkownicy w naturalny, spontaniczny sposób dążą do takiej struktury przestrzeni egzystencjalnej, w której domena prywatna, wspólnotowa i publiczna są w jasny sposób zaznaczone.

Prowadząc badania terenowe w ostatnich latach na Mazowszu, Warmii i w Małopolsce, nie zalazłam już w zasadzie ani jednego „klasycznego” ogrodu frontowego z ortogonalnym układem rabat, bogactwem kolorowych kwiatów i tych gatunków roślin, którym przypisuje się znaczenie symboliczne. Już prawie wszędzie ten fragment siedliska zlewa się z jego pozostałą częścią za sprawą uprawianego wszędzie, monotonnego trawnika, lub co gorsza rozciągniętego na całą przestrzeń posesji placu gospodarczego.

Przedogródki dawne, w miniaturowej oczywiście wersji, pozostały już tylko przed kapliczkami. Kiedy przejeżdża się przez Skolity na Warmii – wieś położoną przy krętej, wijącej się drodze, której każdy zakręt i rozstaje znaczone są przez kapliczkę – czuje się wyraźnie wyjątkowość, świętość tego miejsca. W czerwcowe święto Bożego Ciała kapliczki stają się ołtarzami. Ożywają i ozdobione bukietami kwiatów zamieniają się w maleńkie ogrody. Wokół nich krzątają się gospodynie, które już tylko na tę okazję raz w roku spotykają się aby omówić szczegóły wystroju „swojego” ołtarza, podzielić obowiązki. Podobny fenomen przestrzenny tworzyły dawniej przedogródki.

 

Język granic. Społeczne przestrzenie wzrokowe – struktura miejskiej przestrzeni egzystencjalnej.

Mieszkania w wielorodzinnej zabudowie nie dają możliwości prawidłowego kształtowania się struktury przestrzeni egzystencjalnej, jednak jest ona niezbędna, dlatego w przestrzeni osiedli mieszkaniowych tworzą się struktury szczątkowe i zastępcze.[15] Mieszkańcy tworzą pewien kondensat, minimum struktury osadniczej, zawierając w nim elementy będące egzemplifikacją wartości ważnych dla wspólnoty. W opisywanym przeze mnie jako przykład osiedlu WSM w Warszawie, wartości te lokowane są w przestrzeniach granicznych percepcji, na styku domen publicznej, społecznej i półprywatnej.

W przestrzeni wzrokowej obejmującej dystans około kilkudziesięciu metrów, a więc w przestrzeni takiej jak WSM-owskie dziedzińce, postrzegamy wartości takie jak miejskość, splendor, tożsamość miejsca.[16] A więc w tym polu postrzegania będzie się mieściła i idea społeczności. W wymiarze postrzegania do kilkuset metrów mieszczą się zanikające już niestety aleje drzew w ulicach dzielących (czy łączących) kolonie, będących wizualną granicą osiedla, zapraszające niegdyś mieszkańców osiedlowej wspólnoty do spacerów. One to wyrażają ducha miejskości tego osiedla w dobrym jego znaczeniu – howardowskich założeń miasta-ogrodu uzupełnionych humanistycznymi zasadami CIAM-u.

Wreszcie to, co postrzegamy najbliżej, w zasięgu ręki – detale architektoniczne, napisy, znaki informacyjne, stanowiące najbliższą użytkownikowi warstwę znaczeniową. Świadczące o tożsamości miejsca, bezpośrednim związku z konkretnym miejscem, budynkiem, przestrzenią. Przywołujące historię i najintymniejsze wspomnienia. Ważne mogą tutaj okazać się nawet najdrobniejsze szczegóły: boniowania tynku, tabliczki z numerami kolonii, nazwami ulic. W najbliższej przestrzeni wzrokowej oprócz detali architektonicznych lokują się „detale ogrodnicze”. Pielęgnowane przez mieszkańców ogródki bylinowo-sezonowe pod oknami mienią się kolorami kwiatów i fascynują figlarną różnorodnością form roślinnych. Są niepowtarzalne i tworzą niepowtarzalne miejsca, podobnie jak klasyczne przedogródki w ogrodach przy domach jednorodzinnych. Podobnie jak w nich, pojawia się tu rytmiczna kompozycja. Namiastką wspólnej przestrzeni społecznej stają się podwórka i dziedzińce wewnątrz budynków wielorodzinnych, zaś granica wspólnoty zostaje wyartykułowana poprzez aleje drzew posadzone wokół osiedla. [17] Mieszkańcy sami budują tę strukturę (od dziesięcioleci spontanicznie tworząc „architekturę partycypacyjną”), będąc jednocześnie dojrzałą wspólnotą. Uprawiają ogródki pod oknami, dbają o zieleń dziedzińca, pielęgnując go i komponując tak, jak najlepiej potrafią. Można więc wnioskować, ze mechanizm ten jest optymalny dla warunków osiedlowych i wprowadzony w przestrzeniach nie mających takiej tradycji, może pomóc w budowaniu dojrzałej struktury przestrzeni społecznej i samej społeczności.

 

W procesie kształtowania się granic w krajobrazie – granic pomiędzy przestrzeniami o różnej formie i funkcji pierwotną i podstawową rolę odgrywają fizjologiczne i kulturowe aspekty postrzegania przestrzeni; tj. przestrzeń wzrokowa, ta którą postrzegamy jest uwarunkowana fizjologicznie przez nasz zmysł wzroku, ale i kulturowo poprzez znaczenia jej przypisywane; w procesie oswajania przestrzeni, utożsamiania się z nią i zawłaszczania jej, decydującą rolę odgrywa budowanie granic pomiędzy domena prywatną, społeczną i publiczną. Granice te wyrażają się w programie ogrodowym i formie architektonicznej pojawiających się w odróżniających się od siebie domenach;

Przestrzeń wejściowa (frontowa) i przestrzenie przejścia między architekturą a ogrodem charakteryzują się specyficzną kompozycją, niezmienną w czasie i szerokości geograficznej – jest ona oparta na klasycznych proporcjach, wykorzystuje rytm i symetrię oraz żywe, soczyste barwy, co charakterystyczne dla przestrzeni przejściowych, o nakładających się różnych funkcjach i znaczeniach;

Potrzebujemy struktury przestrzennej w krajobrazie, egzemplifikującej strukturę społeczną i wartości wspólnoty i jednocześnie potrzebujemy sami je tworzyć. Potrafimy ją sobie sami wyznaczyć, określić jej formę i zbudować ją. Nie jest właściwe, gdy struktura ta jest w sposób sztuczny narzucana, albo w równie sztuczny sposób likwiduje się ją. Prawidłowa struktura przestrzeni egzystencjalnej, egzemplifikująca się w postaci wyraźnie wyartykułowanych granic pomiędzy „moje”, „nasze” i „ich”, warunkuje zdrową strukturę relacji społecznych, gdzie jednostka, rodzina, mała lokalna wspólnota i cała społeczność żyją w zgodności ze sobą i swoim krajobrazem. Przekłada się to na ducha tego krajobrazu – ład przestrzeni i piękno miejsc.

***

Partycypacja jest tak ściśle związana z architekturą jak samo budowanie. Wspólne budowanie przestrzeni egzystencjalnej – kształtowanie krajobrazu Małych Ojczyzn przez wspólnoty lokalne warunkuje jego ochronę i właściwą strukturę, przekładającą się na właściwe więzi społeczne. Prawie zawsze kształtowanie krajobrazu egzystencji odbywa się w ramach specyficznie pojmowanej architektury partycypacyjnej. Jest to pierwotna potrzeba. Architekt powinien tu być przede wszystkim doradcą, nie kreatorem. Bo architektura partycypacyjna nie polega tylko na zapraszaniu mieszkańców do konsultacji nad projektem i sadzenia drzewek według ustalonego wcześniej planu. Marzy mi się taka architektura partycypacyjna, gdzie architekt postępuje krok w krok razem z użytkownikiem, a może nawet pół kroku za nim...

wrzesień 2004

 

Literatura:

Alexander Ch., Ishikawa S., Silverstein, M. Jacobson, M., Fiksdahl-King I., Angel S., 1977, The pattern language. New York: Oxford University Press

Bell P.A., Greene T.C., Fisher J.D., Baum A., Psychologia środowiskowa, GWP, Gdańsk 2003

Duany Andreas, Plater-Zyberk Elizabeth, Spec J., Suburban nation. The rise of sprawl and the decline of the American Dream. North Point Press, New York 2000

Eliade Mircea, 1996, Sacrum i profanum, KR, Warszawa, s.15-16

Gawryszewska Beata, 2001: Struktura współczesnego ogrodu rodzinnego, mps pracy doktorskiej, Katedra Architektury Krajobrazu SGGW w Warszawie, Pracownia Zbiorów Katedry Architektury Krajobrazu SGGW w Warszawie, ul. Nowoursynowska 166

Gawryszewska Beata J., 2004, Modernizować modernizm? Zielone dziedzińce Czerwonego Żoliborza w programie rewitalizacji przestrzeni społecznej osiedla WSM. [w:] Rylke J. (red.) Przyroda i miasto VI, wyd. SGGW, Warszawa

Gzell Sławomir, 1996, Fenomen małomiejskości 1996, Wyd. Akapit-DTP, Warszawa, s.84

Leśniakowska Marta, 1996,:Co to jest architektura?, Biblioteka Arché, Wyd. Kanon, Warszawa

Lewicka Maria, 2004, Identyfikacja z miejscem zamieszkania mieszkańców Warszawy: determinanty i konsekwencje [w:] Gawryszewska B.J., Królikowski J. T. (red.) "Społeczno-kulturowe podstawy gospodarowania przestrzenią. Wybór tekstów”. Wyd. SGGW, Warszawa

Maciejczak Marek, 2001, Świat według ciała w „Fenomenologii percepcji” Maurice’a Merleau-Ponty’ego, IFiS PAN, Warszawa, s.79

Newman Oscar, Creating defensible space., Department of Houisng and Urban Development , Washington 1996

Pęski Wojciech, Zarządzanie zrównoważonym rozwojem miast., Wyd. Arkady, Warszawa 1999

Skalski Janusz, 2003, Krajobraz miasta w przestrzeni wzrokowej. Patrzeć, widzieć i rozumieć przestrzeń publiczną Warszawy, [w:] Rylke J. (red.), 2003, Przyroda i miasto V, wyd. SGGW, Warszawa, s. 39-96

Tuan Yi-Fu, Przestrzeń i miejsce, Wyd. PIW, Warszawa 1987

 

Beata J. Gawryszewska, dr inż.
Pracownia Sztuki, Katedra Architektury Krajobrazu
Wydział Ogrodnictwa i Architektury Krajobrazu
Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie
ul. Nowoursynowska 166, 02-787 Warszawa
tel (0-22) 8473757
e-mail: bgawryszewska@wp.pl

 


 

[1] Leśniakowska M., 1996,: Co to jest architektura?, Biblioteka Arché, Wyd. Kanon, Warszawa

[2] Gzell Sławomir, 1996,: „Fenomen małomiejskości 1996”, Wyd. Akapit-DTP, Warszawa, s.84

[3] Tamże.

[4] Gawryszewska B. J.: Struktura współczesnego ogrodu rodzinnego, praca doktorska w KAK SGGW, Archiwum KAK, ul. Nowoursynowska 166, Warszawa 2001

[5] Cytat pochodzi z książki Sławomira Gzella Fenomen małomiejskości 1996, Wyd. Akapit-DTP, Warszawa, s.87

[6] CIAM, Les Congrès Internationaux de l'Architecture Moderne, Międzynarodowe Kongresy Architektury Nowoczesnej, międzynarodowa organizacja powołana 1928 w La Sarraz w Szwajcarii przez awangardowych urbanistów i architektów, której kongresy były poświęcone najważniejszym problemom architektury współczesnej. Wśród założycieli byli m.in. A. Aalto, Le Corbusier i W. Gropius. Deklaracja programowa z 1928 głosiła konieczność przemian w architekturze spowodowanych postępem techniki, hasła normalizacji, racjonalizacji i integracji sztuk pięknych w służbie architektury. II Kongres odbył się 1929 we Frankfurcie i był poświęcony problemowi małych mieszkań, III - 1930 w Brukseli i zajmował się zagadnieniem racjonalnej zabudowy parcel budowlanych. W 1933 na IV Kongresie w Atenach uchwalono tzw. Kartę Ateńską, która formułowała główne założenia nowoczesnej urbanistyki.

[7] Alexander Ch., i inni The pattern language. New York: Oxford University Press 1977

[8] Duany Andreas, Plater-Zyberk Elizabeth, Spec J., Suburban nation. The rise of sprawl and the decline of the American Dream. North Point Press, New York 2000

[9] Newman Oscar, Creating defensible space., Department of Houisng and Urban Development, Washington 1996

[10] Lewicka Maria, 2004,: Identyfikacja z miejscem zamieszkania mieszkańców Warszawy: determinanty i konsekwencje [w:] Gawryszewska B.J., Królikowski J. T. (red.) "Społeczno-kulturowe podstawy gospodarowania przestrzenią. Wybór tekstów”. Wyd. SGGW, Warszawa

[11] Gawryszewska Beata J., 2004, „Modernizować modernizm? Zielone dziedzińce Czerwonego Żoliborza w programie rewitalizacji przestrzeni społecznej osiedla WSM.” [w:] Rylke J. (red.) Przyroda i miasto VI, wyd. SGGW, Warszawa

[12] Eliade Mircea, 1996, Sacrum i profanum, KR, Warszawa, s.15-16

[13] Maciejczak Marek, 2001, Świat według ciała w „Fenomenologii percepcji” Maurice’a Merleau-Ponty’ego, IfiS PAN, Warszawa, s.79

[14] Tuan Yi-Fu, Przestrzeń i miejsce, [w:] Mencwel A., 1995, Antropologia kultury. Zagadnienia i wybór tekstów., Wyd. UW, Waszawa, s.152-153

[15] Gawryszewska B.J.: Modernizować modernizm? Zielone dziedzińce Czerwonego Żoliborza w programie rewitalizacji przestrzeni społecznej osiedla WSM. [w:] Rylke J. (red.) Przyroda i miasto VI, wyd. SGGW, Warszawa 2004 (w druku)

[16] Skalski J., 2003, Krajobraz miasta w przestrzeni wzrokowej. Patrzeć, widzieć i rozumieć przestrzeń publiczną Warszawy, [w:] Rylke J. (red.), 2003, Przyroda i miasto V, wyd. SGGW, Warszawa, s. 39-96

[17] Gawryszewska B.J.: Modernizować modernizm? ...